Stagnacja.
16.07.2010
Od miesiąca mam stagnację objawów. Generalnie czuje się dobrze, brak jakichkolwiek osłabień (poza spadkiem glukozy). Moje obecne dolegliwości to: (czytaj dalej…)
Trochę lepiej, a może jeszcze lepiej.
29.03.2010
Od czwartku moje samopoczucie się poprawiło. Nie mam już bólów głowy, bóle stawów i zębów znacznie się zmniejszyły. Niestety zaczęły się (czytaj dalej…)
Cisza niestety już się skończyła.
22.03.2010
Prawie dwa tygodnie miałem spokoju poza małym epizodem 15-17 marca. Od piątku wieczorem borelioza znów mnie zaatakowała. Dopadły mnie słabości jednak po około 10 minutach mi przeszło. To był jednak znak dla mnie, że raczej lepiej nie będzie. W sobotę pojawiły się większe szumy w głowie, ciężka głowa. Bóle biodra i kolana również powróciły. Zęby też dają znać o sobie. Mam wrażenie, że wróciły osłabienie rąk. Objawy grypowe także dają mi w kość. Sam już nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czyżby czekał mnie powrót do antybiotyków??
Zacząłem brać: (czytaj dalej…)
Zmiany w dawkowaniu ziół.
21.12.2009
Od 19.12.2009 zacząłem brać nalewkę z Red Root 3x po 1 łyżeczce i Citrosept 2×50 kropli. Od dzisiejszego dnia zaobserwowałem pogorszenie samopoczucia. Zaczęły się częstsze i mocniejsze bóle w klatce, na szczęście jeszcze bez słabości. Moja głowa zrobiła się taka ciężka, że jakoś trudno mi się nią rusza. Do tego doszły mdłości. Ciekawe jak długo mnie będzie trzymać? I zapewne znowu pojawi się huśtawka nastrojów i odwieczne pytania: W którą stronę to idzie? Czy to herx, czy atak? Kiedy się skończy?
No nic zobaczymy co będzie dalej, a może ważniejsze jest to co będzie jutro?
Czekam …
Ps.
Póki co nie biorę Andrographis i Resveratrolu, bo mi sięskończył. Stephanię w tabletkach zamieniłem na nalewkę w dawce 3x po 1 łyżeczce.
Zioła Siostry Bożeny.
04.10.2009
Od 2 października do swojego leczenia dołączyłem zioła Siostry Bożeny. Leczenie wygląda tak, że Siostra przysyła 2 butelki jakichś nalewek i 1 torebkę mieszanki ziół. Inną mieszankę trzeba już sobie samemu zrobić.
Dawkowanie: (czytaj dalej…)
Leczenie boreliozy ziołami trwa.
05.08.2009
Od 3 miesięcy męczę się z różnymi dolegliwościami żołądkowo – jelitowymi. Na początku była krew i śluz w kale, o czym pisałem w poprzednim wpisie. Takie objawy pojawiały się co jakiś czas. Do tego doszedł ból brzucha. Zmęczony tymi powtarzającymi się dolegliwościami zacząłem odwiedzać doktorów. Na początek poszedł lekarz rodzinny. Dostałem skierowanie na podstawowe badania krwi i moczu, usg jamy brzusznej. Zalecił mi także wizytę u proktologa. Sam jeszcze postanowiłem zapisać się do gastrologa. Przez głowę zaczęły przelatywać mi najgorsze myśli. Badania z krwi i moczu całkiem dobre. Podwyższone tylko transaminazy, ale to efekt półrocznej antybiotykoterapii, jednak lepsze niż miesiąc wcześniej. Na usg (czytaj dalej…)
Leczenie boreliozy zakończone
05.05.2009
Nie nie, jeszcze nie wyzdrowiałem (a szkoda). Zakończyłem tylko leczenie boreliozy antybiotykami. Z ziołami wystartowałem w (czytaj dalej…)
Leczenie boreliozy trwa …
25.03.2009
Dzisiaj jest 150 dzień leczenia boreliozy.
Trochę się zgubiłem, nie wiem już czy tinidazol poprawia samopoczucie czy je pogarsza. Od 10 dni znów zacząłem łykać tinidazol i muszę przyznać, że pierwszy tydzień był rewelacyjny. Nie miałem słabości, zawrotów i bólów głowy. O tym, że (czytaj dalej…)
122 dzień walki z boreliozą
25.02.2009
Cały czas borelioza nie daje mi o sobie zapomnieć. Szczególnie dokucza wieczorem po 20. Jest ciężko. Te osłabienie mięśni, (czytaj dalej…)
Kryzys, kryzys i po kryzysie.
23.02.2009
120 dzień walki z boreliozą.
Wszyscy wkoło trąbią o kryzysie. Gdzie się człowiek nie obróci tam kryzys kryzys kryzys. Mnie też złapał, stąd taka cisza na blogu, ale też już odpuścił. Trwał jakieś 4 tygodnie.
Wszystko zaczęło się na dwa dni przed Sylwestrem. Nagłe osłabienie i straszne drętwienie wszystkich kończyn i głowy. Ledwo dojechałem samochodem do domu. Wiem wiem sporo ryzykowałem, ale w samochodzie czuje się, tak jak w domu, bezpiecznie. Na następny dzień czułem się jeszcze osłabiony na tyle, że nie udało mi się pójść do pracy. Sam Sylwester przebiegał już zupełnie spokojnie. Bez żadnych ekscesów. Moja borelka dała mi odpocząć kilka dni, by znów uderzyć. I to ze zdwojona siłą. W pierwszą środę nowego roku w pracy nagle coś mi walnęło w klacie. Przed oczami świat zaczął mi wirować. Myślałem, że to już koniec. Udało się jednak utrzymać na powierzchni tej ziemi. Nie obyło się bez karetki i krótkiego pobytu na SORze. Przy okazji wywołując małą sensacje w pracy.
Kolejny tydzień walki z boreliozą i kolejny przejazd karetką do szpitala. Tym razem początek trasy był w domu. Objawy w zasadzie identyczne. Nagłe osłabienie, ból w klacie i przełyku. Postępowanie w szpitalu w sumie też. Troponinka i EKG. Na dowidzenia usłyszałem – nic panu nie jest, jest pan zdrowy.
Po dwóch takich akcjach byłem sporo mądrzejszy. (czytaj dalej…)